Top
  >  Kirgistan   >  Europejka w Kirgistanie? Relacja z pierwszej ręki!
Kirgistan

Tekstem Laury rozpoczynamy cykl wpisów gościnnych, w których będziemy przedstawiać ciekawe osoby ze świata i ich historie. Inne spojrzenie na podróżowanie…

Nazywam się Laura i prawie od pół roku mieszkam w Osz – drugim największym mieście Kirgistanu. Mój wybór miejsca zamieszkania był wyborem dość spontanicznym i bez większej wiedzy… wyprowadziłam się w nieznane. Przed wyjazdem do Kirgistanu miałam w głowie pewne wyobrażenia nt. tego kraju i ludzi go zamieszkujących. Dodatkowo nasłuchałam się wielu opowieści od ludzi, którzy tam byli oraz od samozwańczych znawców tematu, mimo iż nigdy nie odwiedzili żadnego ze „Stanów”. Raczej nie nurtowały mnie pytania typu: czy dogadam się tam z ludźmi, czy będę miała co zwiedzać, czy kuchnia kirgiska mi zasmakuje. Zastanawiało mnie bardziej to, czy będę mogła nosić bluzki na krótki rękaw w połączeniu z krótkimi spódniczkami, czy będzie gdzie imprezować i czy się nie zanudzę. I wybaczcie, nie są to obawy prawdziwych globtroterów, ale żadna ze mnie podróżniczka, żebym miała wzniosłe trwogi. W końcu Osz miał stać się moim nowym domem. Jeszcze nie wiedziałam, co mnie czeka. Nie wiedziałam, że pierwsze lęki znikną zaraz po przyjeździe, a w miejsce ich pojawią się inne niecodzienne sprawy, z którymi będę musiała się zmierzyć.

Życie w Kirgistanie

Więc jak się żyje w Kirgistanie? Dla mnie – prosto i na ogół przyjemnie. To raj dla ludzi, którzy zamiast pięknych miast, wolą piękno natury, to raj dla ludzi, którzy nigdzie się nie spieszą, a ich czas nie jest na wagę złota, to również raj dla tych, którzy cenią sobie naturalne, lokalne produkty na bazarze, chleby z rodzinnych piekarni i świeże mleko do zakupu pod klatką bloku. Czasem wydaje mi się, że czas się tu zatrzymał i tak mogło wyglądać dzieciństwo moich rodziców w Polsce. Czasem.

Widok na Pik Lenina
Kirgistan
Haftowanie

Miasto to istna mieszanka wybuchowa. Przyglądając się bliżej, zauważamy dzieciaki z nowymi Iphonami, bluzą Adidas i kołpakiem (tradycyjną kirgiską czapką) na głowie. Widzimy młodych ludzi ze złotymi zębami wstawionymi tylko i wyłącznie ze względów tradycji, gdyż istnieje możliwość wstawienia ich w naturalnym kolorze. Możemy podpatrzeć starszyznę targującą się na bazarze, grającą w szachy na świeżym powietrzu czy po prostu relaksującą się nad rzeką. Po jakimś czasie dostrzegamy różnicę pomiędzy Uzbekami, a Kirgizami, których jest tu 50/50. Kobiety w hidżabach, tradycyjnych chustach lub te w modnych dresach i krótkich sukienkach. Mężczyźni zażywający naswar (nikotynowa używka, którą wsadza się pomiędzy dziąsło, a dolną wargę), albo ci kucający, gdy w okolicy brakuje ławki. To całkowicie inny świat, z którym dane mi było się zmierzyć, zrozumieć i pokochać.

Na bazarze

Kirgistan to niezaprzeczalnie kraj gór, natury, jurt i kumysu. Każdą wiosną rodziny zabierają ze sobą to, co najważniejsze i przenoszą się na kilka miesięcy w góry, aby wypasać zwierzęta i żyć wśród natury. To właśnie wtedy powstaje narodowy napój Kirgizów – fermentowane mleko klaczy (kumys) smakujące trochę jak połączenie zsiadłego mleka z alkoholem i przekąska – kurut (twarde słone kulki zrobione z krowiego sera). Osady tworzone przez rodziny znajdują się zazwyczaj wśród malowniczych widoków, a sami ludzie żyją tradycyjnie, bez zbędnych rzeczy, zajmując się hodowlą owiec, krów oraz koni. Prowadzą bardzo proste i spokojne życie, ale jak dla mnie.. zbyt ciężkie. Za każdym razem, gdy wracałam ze wsi lub jurty, dziękowałam Bogu za toaletę, prysznic, warzywa, prąd i mleko z kartonu.

Kirgistan relacja
Kumys
Kirgistan relacja
… i jego sprzedawca

Moje miasto Osz

Osz to zupełnie inny temat. W mieście nie ma prawdziwych jurt, ludzi zapraszających na szklaneczkę kumysu, nie ma tysięcy owiec (na obrzeżach zdarza się zobaczyć kilka zwierząt hodowlanych, a pod moim blokiem usytuowanym w centrum miasta trzymane są kury). Są za to kluby nocne, restauracje serwujące sushi, zatłoczone ulice i hipermarkety, dokładnie dwa hipermarkety. Nie doświadczam nudy, której tak się obawiałam. Oprócz pracy, czas zajmuje mi nauka obcokrajowców polskiego. Tak, język polski okazał się tu rozchwytywanym językiem, a ja jedyną Polką w mieście. Moi uczniowie to albo ludzie, którzy byli w Polsce na różnego typu wymianach, pracowali i chcą tam emigrować, albo potomkowie Polaków. Często też wychodzę „na miasto” – na górę usytuowaną w centrum, nad rzekę, do pubu z kratowym piwem, albo do klubów, gdzie nie ma kryterium wiekowego (oznacza to tyle, że nie raz widziałam w klubie dziecko, nawet niemowlę lub osoby 50+. Lokalsi na ważne uroczystości zazwyczaj wynajmują stoliki w klubie, a reszta przestrzeni jest otwarta dla innych osób)

Kirgistan relacja
Panorama miasta Osh
Kirgistan relacja
Góra w centrum Osh
Kirgistan relacja
Park Narodowy Ala Archa

Cienie życia w Kirgistanie

Gdy myślę o tym, co zaskoczyło mnie w Kirgistanie na minus, pierwsze przychodzą mi na myśl warzywa, a raczej ich brak w wielu lokalnych potrawach. Czy to lato, czy zima, popularne potrawy to albo chleb z mięsem i tłuszczem, albo makaron z mięsem i tłuszczem, albo zupa na bazie mięsa i jednego ziemniaka. Na bazarze stragany aż się uginają od świeżych i bardzo tanich warzyw, a jednak w lokalnym barze mlecznym – czajchanie, nie spodziewajmy się kolorowych papryk, bakłażanów i kabaczków pokrytych świeżo siekaną kolendrą. Warzywa są dostępne raczej w postaci sałatek, a nie jako dodatek do dania głównego. Drugą jest to, że ludzie tutaj nie pojmują słowa odpoczynek tak samo jak ja, a pracę wydłużają do granic możliwości. Tak, praca jest tu długa i nieefektywna, a słowo urlop bardzo często istnieje w teorii. Z jednej strony to zrozumiałe, gdy przeciętne miesięczne zarobki to kilkaset złotych, z drugiej strony jednak po jakimś czasie człowiek zauważa, że wiele rzeczy można by zrobić szybciej i lepiej w krótszym czasie, a przez resztę dnia odpocząć. Na początku dziwiło mnie zaskoczenie ludzi, że wolę zrobić swoją pracę raz, a dobrze i zarazem na tyle szybko, żeby jeszcze zdążyć pojechać na weekend w góry. Teraz traktuję już to tylko jako różnicę kulturową, nie dziwię się, nie tłumaczę, po prostu jadę.

Kirgiska rodzina i tradycje

Z tradycji, które bardzo cenię i były również dla mnie niemałym zaskoczeniem było to, jak rodzina jest ważna w życiu Kirgizów. Rodzina, sąsiedzi, przyjaciele. Wszyscy tutaj trzymają się razem. Na starszą od siebie osobę mówi się odpowiednio edźe i bajke, co w tłumaczeniu znaczy siostro i bracie. Czasem sąsiad zadzwoni pod moje drzwi z talerzem pełnym jedzenia, a na wsi jest prawie stuprocentowa szansa, że zostanę zaproszona do czyjegoś domu. Co chwila wyprawia się imprezy, gdzie gotuje się plov, pije herbatę i zaprasza wszystkich znajomych. Na wesela wynajmuje się wielkie sale, które zapełnia 500 albo i więcej osób. Piękne jest także to, że większość Kirgizów naprawdę dba o tradycje. Znają lokalne pieśni, każdy wie jak gotować typowe potrawy, wiele dzieci uczy się grać na lokalnym instrumencie – komuzie, a lokalsi zwracający się po rosyjsku często upominani są, aby mówić w towarzystwie po kirgisku. Kultura Kirgizów nie wygasła i to widać.

Bazar Kirgistan
Kurut – kirgiskie “Rafaello”
Kirgistan
Sary Mogol – wioska przy granicy z Tadżykistanem

Moje życie zmieniło się wraz z przeprowadzką do Osz. Teraz zamiast zgadzać się na cenę, przy każdej okazji szukam marginesu do stargowania się, co traktuję z zabawą, a nie z przymusem. Zamiast jeździć do pracy rowerem czy tramwajem, korzystam z marszrutek czekając na poboczu drogi i machając ręką. Używam też filiżanek bez ucha, rwę chleb zamiast go kroić i uczę się języka kirgiskiego. Wtapiam się w tę niezwykłą kulturę jak najbardziej mogę. Nadal wiem, że jeszcze wiele niezwykłych rzeczy przede mną do odkrycia i nie mogę się doczekać, aby ich doświadczyć.

Kirgiskie ciekawostki

Na koniec chcę dołączyć garść ciekawostek, które zauważyłam podczas tych miesięcy w Kirgistanie, a które mogą was zainteresować:


– W jurcie, gdy podłoga nakryta jest obrusem, panuje absolutny zakaz przejścia, a nawet nadepnięcia stopą obrusu,
– Na weselach pieniądze wręcza się rodzicom Państwa młodych, bo to oni płacą za zabawę,
– Panowie Kirgizi bardzo często noszą torebki. Takie męskie torebki na ramię, w Polsce – niespotykane.
– Alkohol wcale nie jest tu tak tani, jak bardzo często można zobaczyć we wpisach na blogach. Owszem wódka jest, ale piwo i wino nawet droższe niż w Polsce.
– Chleb jest bardzo ważną częścią każdego posiłku. W barze zostanie Wam zaproponowany chleb do: zupy, sałatki, spaghetti bolognese czy pierogów.
– Jako, że nie tak prosto jest wyjechać z Kirgistanu do Europy czy USA, młodzi Kirgizi to mistrzowie w wyszukiwaniu różnych projektów, dzięki którym mogą studiować lub pracować zagranicą.
– Z przeglądu lokalnych smaków: konina smakuje jak ekskluzywna wołowina, a gdybym miała wybrać zjedzenie płuc owcy czy jej mózgu, wybieram mózg – smaczniejsze.

post a comment

*

code

Facebook
Instagram